Wiedeń
Wiedeń (Wien) jest sławny na całym świecie i już sama jego nazwa pobudza wyobraźnię. Wszystko jedno, czy fascynuje kogoś cesarski przepych, fantazyjność baroku, wycieczki wzdłuż nie tak już modrego Dunaju i do Aienerwaldu, nocne przejażdżki dorożką albo szaleństwa na Riesenrad (diabelski młyn) - Wiedeń zrobi wszystko, co tylko w jego mocy, żeby nas uwieść. Chyba żadna inna stolica na świecie nie przywodzi na myśl tylu utartych skojarzeń, ani nie próbuje z takim uporem utrzymywać ich w świadomości młodego pokolenia. Oczywiście miasto doskonaliło umiejętność uwodzenia przez wiele wieków. W 1815 r. obserwatorzy kongresu wiedeńskiego, podczas którego na nowo rysowano mapę Europy, zwracali uwagę, że próbuje się czarować i przekonywać przywódców politycznych za pomocą Gemutlichkeit - gościnności w najbardziej wiedeńskim stylu. A jeden z późniejszych historyków zauważył nawet, że już w 1884 r. sławna Ringstrasse "wyglądała jak XIX-wieczna wersja Disneylandu", ponieważ miała przyciągać turystów do habsburskiej stolicy. Jako głowa i serce kraju, z historią tak samo burzliwą jak historia Austrii. Wiedeń zawsze chętnie eksponował swoją przeszłość: od architektury Starego Miasta poprzez ludową muzykę graną w Heurigen (winiarnie, w których sprzedaje się młode wino) i dźwięki walca, aż po obyczaj całowania kobiecej ręki na powitanie.
Pod maską
Ale nawiązania do historii to tylko część prawdy. Bez względu na to, jak bardzo fascynuje nas złocona maska, pod nią kryje się jeszcze jedno miasto. Związki z przeszłością są bardzo dynamiczne, pokazuje to niestrudzona praca nad renowacją, ochroną środowiska i reinterpretacją przeszłości. Architektoniczna mieszanka baroku, gotyku i secesji (czy Jugendstil), dziś wzbogaca się o powszechnie akceptowany "ekologiczny postmodernizm" Fernwärme (miejska spalarnia śmieci) i widok olbrzymich gazowni przekształcanych w domy mieszkalne. Nagromadzenie rzeźb z różnych stuleci spotyka się (i nierzadko kontrastuje) z nowoczesnością czasem bardzo szokujących pomników z ostatnich lat. Kościół św. Ruperta, najstarszy z odnotowanych w wiedeńskich dokumentach, stoi anachronicznie wśród dziś już trochę wychodzącego z mody "trójkąta bermudzkiego" klubów i barów. Dorożki oczekujące na pasażerów przy placu św. Stefana (Stephansplatz) muszą sobie radzić na brukowanych ulicach pełnych audi i BMW. a kierowcy trąbią na siebie i wykłócają się głośno, nie przebierając w słowach. Czasem ma się wrażenie, że całe miasto czeka tylko na remiks Krudera i Dorfmeistera Marsza Radetzkiego. (Chociaż taki ironiczny projekt zapewne spodobałby się przede wszystkim zespołowi DJ Otzi.) W tym mieście, które nikomu nie pozwala zapomnieć o przeszłości, wiedeńczycy wciąż idą do przodu.
